Media przestają się już z wolna zajmować koalicją PiS - SLD. Tak gorliwie jej zaprzeczają promujący ją przedtem politycy, że rzecz jest już oczywista i ostatecznie zaklepana, jednak musi być na razie dla celów taktycznych chowana pod stołem. Ogłupiałe bowiem elektoraty obu się pozornie czasem boksujących partii by się jeszcze mogły zbiesić po przedwczesnym ujawnieniu zmowy. Analogia obecnej sekwencji zdarzeń z historią niegdysiejszego zawiązywania aliansu PiSu z Lepperem i Elpeerem jest tak dalece posunięta, że nie można mieć najmniejszych wątpliwości co do osiągniętego już porozumienia. Trwa teraz tylko maskujący, polityczny kontredans w którym Ryszard Kalisz wykonał wczoraj najbardziej zabawną figurę oświadczając, że koalicję w mediach zawarły osoby ze środowiska lewicy i PiSu a nie partie, bo te wyznają rzekomo jakieś wartości. 

Za usuniętą przez ludzi “ze środowiska postkomunistów” przy pomocy przedstawicieli “środowiska PiS” z TVP Anitę Gargas “środowisko Kaczyńskiego” ma podobno otrzymać radio Merkury w Poznaniu. Wyrwane przedtem z rąk jakiegoś stajennego dostało się esleldowcom. Teraz jednak, dla poprawienia nastrojów “drogich towarzyszy z bratniej partii” po burzy spowodowanej przez nich nieopatrznym wyświetleniem filmu o generale dostaną je poszkodowani w niezamierzonej walce. Sprawiedliwie i prawnie.
 
Rzecz jest tak już bulwersująca, że arcybiskup Głódź się oburzył i w imieniu biskupów wezwał do opamiętania. Kogo wezwał? Zapewne jakieś środowiska. Przecież partie się nie mieszają w to wszystko. One przestrzegają wartości, które absolutnie wykluczają jakiekolwiek upolitycznianie mediów.
 
Na razie Episkopat zamierza kontrolować też Rodziny Radia Maryja. Stworzyły bowiem przy parafiach “środowisko” które zaczyna w nich przejmować władzę. Też poza tym wyznają wartości. Nieco czasem u chrześcijan zaskakujące.
 
Aktywność w łączących się teraz ze sobą a konkurujących dawniej ośrodków konserwatywno lewicowych - jak nowocześnie to zestawienie brzmi - bardzo wspiera Platformę. Tak dalece, że Andrzej Olechowski, starający się zachować w tym zamęcie spokój zaczyna przestrzegać przed jej monopolem.  Kiedy się bowiem ruch dewocyjny zjednoczy z proletariatem miast i wsi to komizm pomieszania czerni parasolek z czerwienią sztandarów jego awangardy musi ją pozbawić wszelkiego poparcia. W tłoku zaś zginie Stronnictwo Demokratyczne wraz ze swoimi nieruchomościami zaludnionymi przez dawnych, jeszcze sprzed 1989 roku uczestników lewicowego środowiska. 
 
Jeżeli by ktoś uważał, że przedstawiony tu wywód brzmi niewiarygodnie to trzeba powiedzieć, że istnieje już sposób zweryfikowania prawdomówności. Uniwersalny. Oto się okazuje, że podejmując decyzję, o skłamaniu na przykład, rozszerzamy na dwie sekundy źrenice. Trzeba więc tylko na wygadującego bzdury polityka skierować kamerę mierzącą w jego oczy. Potem tylko trzeba pobrać mu jeszcze włosy aby stwierdzić, czy nie bierze - od tego się też źrenice szerzą - i już mamy pewność. Trzeba to tylko prawnie usankcjonować. 
 
I znowu jest powód do istotnej, ustrojowej wręcz debaty. Sejmowej oczywista oczywistość.